Żyjąc sobie na tym świecie, zbierając doświadczenia jakie zsyła mi los, musiałam nauczyć się szybkiego opatrywania ran, które powstawały i ran, które były rozdrapywane. Nie było to łatwe a do tego okrutnie bolesne ale ślady krwi nie były widoczne dla świata, tylko ja mogłam je zobaczyć i się nimi zaopiekować, lub udawać, że nic się nie stało. Po wielu nieprzespanych nocach, kałużach wypłakanych łez powiedziałam DOŚĆ.
Ugo Fascalo napisał “Każda łza uczy nas jakiejś prawdy”, z moim życiem stało się dokładnie tak samo, każda wypłakana łza przyczyniła się do obmycia okna mojej duszy, dzięki czemu mogła wpaść tam światłość i podświetlić prawdę, która chowała się głęboko w czeluściach mojego własnego wewnętrznego domu. Zrozumiałam, że powrót do siebie, że droga do najlepszej wersji siebie jest niczym innym jak powrót do domu – wewnętrznego domu.
Rok 2022 przyniósł mi w prezencie największy egzamin dojrzałości, przy którym matura czy egzaminy na studiach to tzw.”pestka”. Na każdym poziomie, w każdej dziedzinie życia zaczęło się wszystko walić, palić i rujnować. Nie wiedziałam co lub kogo ratować. Doba wydawała się zbyt krótka a sił zbyt mało. Nagle zrozumiałam, że nie dam rady, że ja silna kobieta muszę odpuścić, że muszę pożegnać niektóre rzeczy, schematy, programy, przyzwyczajenia, nie mam przecież nadprzyrodzonych mocy, przegrałam, jestem słaba, jestem tylko człowiekiem i nie jestem w stanie dokonać CUD-u a moje ciało było już na skraju wytrzymałości, mimo że, wcześniej otuliło się w tak zwaną zbroję podświadomie przygotowując się do tej wojny.
Pewnego dnia zrezygnowana i osłabiona nadmiarem obowiązków postanowiłam pójść na spacer do lasu, tam odnajdywałam spokój, wytchnienie a przede wszystkim mogłam przeprowadzić rozmowę z Bogiem. Byłam okropnie na niego rozzłoszczona, że pozwala żeby jego dzieci ( bo przecież tak nas uczą) tak cierpiały i doznawały niekończącej się fali bólu, cierpienia i niepowodzeń. Pamiętam, że spoglądałam w niebo i prowadziłam rozmowę, tak jakbym go widziała siedzącego tam na chmurach i śmiejącego się z mojej bezradności. Z każdej strony w moim życiu napływały lekcje, które wcześniej odkładałam na później nie mając czasu się ich nauczyć, albo nie chcąc wyjść ze swojej strefy komfortu. Wydawało mi się wówczas, że moje życie jest całkiem fajne: rodzina, wygodny dom,stabilizacja finansowa, dobre samochody, ładne ciuszki, wyjazdy, zabawa, czego można chcieć jeszcze?
Mój mąż wiedział, że toczę głęboką walkę w samym środku swojego poranionego serca, mimo że nic nie mówiłam, nie skarżyłam się, uciekając w pracę udawałam że jestem mocno zajęta i że nic się u mnie nie dzieje co mogłoby go niepokoić. Widział jak czasami ukradkiem ocieram łzy a za chwilę z uśmiechem podlewałam kwiatki, odkurzałam czy śpiewałam głośno piosenki. To był świetny sposób na umiejętne upuszczenie nagromadzonych emocji. Kiedy przyszedł marzec na swoim profilu odczytałam życzenia urodzinowe, które wstawił mi na moją tablicę. Nie pamiętam dokładnie jak to brzmiało, ale była tam narysowana miotła i napisane, że daje mi w prezencie tę miotłę, żebym z odwagą zrobiła porządek w swoim życiu wymiatając wszystko i wszystkich, którzy powodują, że moje życie nie jest wygodne i radosne.
Czy to był początek, czy to był prezent do mojego nowego a może starego, ale zapomnianego domu? W każdym bądź razie to zapoczątkowało lawinę, zaczęłam przyglądać się dokładnie sytuacjom w moim życiu i dostrzegać to co powodowało moją wewnętrzną pustkę, cierpienie i niezrozumienie, co powodowało wyciskanie się łez i nieprzespane noce. Zrozumiałam, że nie mam granic, które bronią moją fortecę. Pozwalałam wielu ludziom rozkradać mnie z energii i rozkładać kocyki w moim zaczarowanym ogródku. Nie umieli tego uszanować, narobili bałaganu, zniszczyli trawę, rośliny i nawet nie umieją za to przeprosić a co mowa o podziękowaniu za moją uprzejmość. Postanowiłam wybudować mur, bo grzeczne prośby o poprawne zachowywanie się na moim terenie nie przynosiły rezultatów. Praca była ciężka i mozolna, ale każdego dnia zauważałam, że cegiełka po cegiełce daje pożądane efekty, mur rósł w siłę i coraz lepiej chronił moją wrażliwą postać. Niekoniecznie podobało się to tym, którzy już nie mogli znaleźć sposobu na pokonanie muru i musieli znaleźć sobie inny ogród do plądrowania, bo mój był już niedostępny.
Kiedy zrozumiałam, że nie miałam granicy, przyszła do mnie w automacie informacja, że dlatego też nie mogę schudnąć, że mimo permanentnej diety, aktywności i dbałości o styl życia, ciało rozrastało się na boki. Rozpływało się jak budyń bez miseczki i nic nie mogło go powstrzymać. Dopiero kiedy posprzątałam moje ciało zaczęło wracać do formy i mimo, że zmiany w żywieniu nie były zbyt duże widać było pierwsze zadowalające efekty, wiedziałam już, że jestem na dobrej drodze do najlepszej wersji siebie. Pojawiła mi się wdzięczność dla mojego ciała, które wyraźnie pokazywało mi co jest do przepracowania, jaka lekcja nie została odrobiona. Po jakimś czasie zauważyłam, że mur nie był dobrym rozwiązaniem. Chronił nie tylko mnie przed światem ale i świat przede mną. Usztywniłam się i nie mogłam się poruszyć, nie wiedziałam co dla mnie jest dobre a co mi nie służy. Zostając sama ze sobą, oddalona od codzienności zaczęłam słyszeć swoje myśli, swój wewnętrzny głos a może to serce dawało znak o sobie. Poczułam, że oprócz ciała jest jeszcze ktoś lub coś – może moja dusza próbuje się ze mną kontaktować? Zaczęłam czuć łzy płynące po policzkach, walące serce które trzepotało się w klatce piersiowej, dreszcze na moim ciele, wewnętrzny ból wywołany różnymi zablokowanymi emocjami itp. Postanowiłam rozmiękczyć betonową zaprawę i stawić czoła zamurowanym emocjom.
Spójrzcie na swoje życie, pomyślcie czy jesteście zadowoleni ze swoich wewnętrznych domów, czy czujecie się wygodnie w swoich ciałach, czy chcielibyście zamieszkać w takim domu? Ciało nam pokazuje czego pragnie nasza dusza. Jeśli chorujecie to znaczy, że nie podążacie swoją drogą , jeśli nadmiernie chudniecie to może chcecie się przed czymś lub przed kimś ukryć a jak tyjecie to może to ma być koło ratunkowe, poduszka ochronna, zbroja. Psychosomatyka jest niezmiernie ciekawą dziedziną nauki i myślę, że w moim przypadku była ona dla mnie drogowskazem do odnalezienia mojej własnej drogi, do wprowadzenia mnie na odpowiedni tor. Ciało wie, musimy się tylko nauczyć go słuchać i rozumieć.
Zadanie do zrobienia:
Nauczcie się żyć w uważności, słuchajcie głosu swojej duszy i dostrzegajcie znaki w ciele jakie wam daje. Jak poczujesz odpychanie to znaczy że to nie tu i lepiej odpuść i poszukaj innej drogi a jeśli czujesz że płyniesz miękko to płyń nawet jeśli odczuwasz niepokój przed nowym.Postaw granicę, wyraźną granicę dla siebie i innych, postaraj się robić to ze zrozumieniem.





