Ciągle za czymś biegniesz, gonisz, poszukujesz. Czujesz głęboko w swoim sercu, że jest coś co musisz znaleźć. Podejmujesz nowe próby, szkolisz się, robisz różne warsztaty, czytasz książki, słuchasz tych, którzy wydają ci się mądrzejsi i coś więcej wiedzący. Nie wiem jak ty mój czytelniku, ale ja od zawsze wiedziałam, że jest coś więcej, niż to czego nauczyłam się w szkole, co powiedzieli mi rodzice albo co do tej pory znalazłam w przeczytanych książkach lub artykułach.
Obserwacja powodowała, że nie zgadzały się fakty, że niektórzy ludzie wydawali się jakby z innej planety, tak jakby świecili. Wszystko za co się wzięli udawało się, kwitło, rozwijało. Nawet starzejąc się wyglądali inaczej, bardziej promiennie, radośnie a nawet zdrowie dopisywało im do późnych lat starości. Inni zaś byli matkami i ojcami ciągłych porażek i niepowodzeń. Chorowali, byli ciągle zmęczeni i niezadowoleni z życia nawet jak pozornie wydawało się ono w porządku.
Zadawałam wówczas pytanie jak to się dzieje, czy oni są jakimiś wyjątkowymi szczęściarzami, że im się udało a reszta nie ma szans na to, żeby zostać wielkim człowiekiem pełnym szczęścia, zdrowia i obfitości. Wielokrotnie poddawałam to pytanie swoim rozważaniom a jednocześnie nie zaniechałam poszukiwań. Byłam głodna wiedzy i miłości, nic nie mogło tego głodu zaspokoić. Odczuwalna pustka w okolicy splotu słonecznego, wielokrotnie próbowałam zapełnić ją podjadając smakołyki lub drobne przekąski. Jednak to nadal nic nie wnosiło do mojego życia, oprócz coraz gorszego samopoczucia a z biegiem czasu deformacji sylwetki i różnych dolegliwości bólowych. Moja determinacja i zaangażowanie w poszukiwaniu różnymi sposobami w pewnym momencie zaczęła przynosić wymierne korzyści. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego mieszkańcy ciągle interesowali się moim życiem plotkując i niosąc nieprawdę na ustach wielokrotnie, Zrozumiałam prawo wszechświata a to powodowało, że byłam w oczach tych ludzi tą, której się udało, która jakimś cudem idzie cały czas do przodu i mimo napotkanych trudności, nigdy się nie poddaje. Nazywano mnie wiedźmą, czarownicą itp. itd. . dziś wiem, że to wynikało z niezrozumienia a przede wszystkim strach. Nie byłam już osobą, którą można było manipulować, zastraszyć czy sprowadzić w niższe wibracje. Delikatnie ale stanowczo odsuwałam się od tych, którzy nie wnosili nic pożytecznego do mojego życia.
Co spowodowało, że idę, nie zatrzymuję się, nie oglądam za siebie i nie pozwalam uwięzić siebie i swoich myśli. Czyżbym również pochodziła z innej planety? A może najzwyczajniej moja dusza chce wolności i miłości a nie cierpienia ? Być może jestem kolorowym ptakiem, który sam wybiera kierunek swojego lotu? Odwagę mam może większą do działania? Albo bezmyślne instynktowne czyny i opiekuńcza ręka prowadzi mnie ku wolności? A może moje modlitwy i błagania były bardziej słyszalne od innych?
Jakie ma to znaczenie? Czy nie liczą się efekty mojej pracy i zasługi jakie mam na swoim koncie? Czy nie jest ważniejsze, że powierzone role odgrywam najlepiej jak mogłam, niosąc pomoc potrzebującym? Czy ważniejsze jest rozważanie jak to się dzieje, czy może powinniśmy się skupić na tym, że się dzieje?
Pomyślałam jednak, że cię oświecę, jak to jest z mojej perspektywy i powiem ci, że ty też możesz zmieniać swoje życie i powodować, że marzenia będą realizować się w mgnieniu oka a cud-a będziesz gościć w swoim życiu a nie tylko oglądać u innych. Pamiętaj, że najważniejszą rzeczą, jaką musisz zrobić, żeby otworzyć drzwi do boskiej opieki jest zaakceptowanie a następnie pokochanie samego siebie ze wszystkimi wadami i zaletami.
Przecież jesteś dzieckiem wszechświata, tego, który wie najlepiej, tego niepojętego i ogromnego. Z tej energii, która jest nazywana źródłem, nieskończoną czystą miłością …. Dlaczego więc myślisz, że w twoim przypadku Bóg się pomylił? Że nie jesteś pełny? Że nie jesteś godny jego miłości? Skoro dopilnował, że jesteś, oddychasz a twoje serce wybija rytmiczne stukanie, oznacza to, że codziennie możesz zobaczyć boskie dzieło w sobie , w swoich oczach odbicie światła i uznać siebie za CUD powstania.
Dostałeś ciało, umysł i tchnienie ducha, które nazywasz duszą. Wykorzystaj więc tą szansę i nie opieraj się przed swoim powołaniem. Stań się naczyniem a następnie narzędziem w jego rękach. Niech naucza twoimi ustami, niech pokazuje twoimi oczami, niech wygłasza twoim głosem, niech leczy twoimi dłońmi, niech inspiruje twoją osobą. Cokolwiek sobie wymyśliła ta najwyższa energia miłości niech czyni twoją osobą, niosąc dobro na świecie.
Masz skrzydła, tylko nie przeszkadzaj im się rozwinąć w pełni. Niech twoja własna miłość do siebie spowoduje brak oczekiwań, pokorę, wyrozumiałość, szacunek i podziw. Kiedy sam siebie pokochasz, docenisz, zrozumiesz i uszanujesz to sam świat zrobi dla ciebie to co niezbędne. Świat jest lustrem tego co w nas więc kochaj siebie i podziwiaj światło w tobie.
Czy to takie trudne? Chyba nie a jednak wielu z was twierdzi, że łatwiej pokochać kogoś innego niż samego siebie. Zadaję więc pytanie : Dlaczego tak się dzieje? Może znasz już odpowiedź i uśmiechasz się do siebie? Zastanów się nad tym, to świetny temat do kontemplacji.
Ja kocham, szanuję, doceniam i podziwiam siebie za to co zrobiłam, robię i robić jeszcze będę. Wdzięczna jestem za to kim jestem i za to, że udało mi się to wszystko przypomnieć, że mam odwagę pokazać siebie światu a przede wszystkim mam zaufanie do źródła w sobie, że wie dokąd zmierzam. Jestem generatorem więc kocham tworzyć i to właśnie robię każdego dnia. A ty? Jak jest u ciebie z tą akceptacją i miłością, odwagą, sumiennością i determinacją? Już jest, czy jeszcze jej szukasz?
Do dzieła więc … prokrastynacja nie może przeszkodzić ci w realizacji wyznaczonego celu jeśli na to nie pozwolisz.





