Urodziłam się w latach 80-tych, czyli obecnie jestem kobietą po 40-stce. Kiedy zbliżałam się do tego magicznego momentu, byłam przerażona, że wkraczam w wiek średni i że nie zdążę zrobić wszystkiego tego, co kryło się w głębi mojego serca. Teraz już wiem, że to tylko liczba i że tylko moje nastawienie się liczy. Przeczytałam parę dni temu świetny cytat ” Jeśli kobieta nie ukrywa swojego wieku, to znaczy że jest bezczelnie zadowolona z siebie”, czy to nie wspaniałe? My kobiety mamy jakieś dziwne przekonania, że po 40-stce nasze życie dobiega końca, że tracimy coś co powoduje, że nie czujemy się godne i wiele innych bzdur na których się zaczepiamy i żyjemy z zamkniętymi oczami. Jak byłam małą dziewczynką, to babeczki, które osiągały wiek średni rzeczywiście wyglądały staro ( oczywiście nie wrzucamy wszystkich do jednego wora), ubierały się wszystkie w tzw. kostiumy, które zabierały im luz i kobiecy, zwiewny wygląd, dodatkowo najbardziej modną fryzurą była krótka trwała. Powodowało to, że kobietki te były wpychane w “ramy” a jeśli któraś się wychylała to była uznawana za “dziwaczkę”. Spoglądając teraz na ówczesne babeczki, zachwyt ogarnia mnie w całości. 40, 50 czy 60 lat i więcej to tylko liczba, kobietki w każdym wieku podejmują walkę o siebie o najlepszą wersję siebie, bez względu na konsekwencje jakie ponoszą. Są wykluczane, wyśmiewane, wytykane palcami czy obgadywane a mimo wszystko mają odwagę BYĆ SOBĄ i spełniać swoje marzenia. Wyglądają pięknie, zwiewnie, kolorowo, różnorodnie i tajemniczo. Każda ma swoją osobistą historię, która powoduje że jesteśmy wyjątkowe i niepowtarzalne.
Ja też mam swoją historię, moje życie było do tej pory usłane doświadczeniami za które jestem wdzięczna, bo dzięki temu właśnie jestem jaka jestem i dzięki temu czytasz tego bloga w poszukiwaniu najlepszej wersji siebie.
Kiedy byłam młodą dziewczyną, kobietą :
- byłam piękna a ciągle tego nie zauważałam
- miałam cudowne długie kręcone włosy a narzekałam że nie są proste
- miałam zgrabne nogi a narzekałam że są krzywe
- miałam wysportowane ciało a narzekałam że jestem gruba
Wiele takich przykładów mogłabym pisać, teraz wiem, że nie doceniałam tego co miałam, więc Wszechświat pokazał mi tą gorszą wersję, żebym mogła docenić to co miałam najlepszego w sobie. Łza napływa mi do oka, jaka niewdzięczna byłam, zachowałam się jak rozwydrzona nastolatka, marudząca na niewygodne łóżko w hotelu pięciogwiazdkowym. Bóg obdarzył mnie mądrością i urodą. Teraz błagam, żeby pozwolił mi odzyskać choć kilka procent z tego co było. Dlatego doceniajmy to co mamy, dopiero gdy stracimy zauważamy jaką wielką cenę to miało.
Straciłam też wiarę w człowieka. Na mojej drodze wielokrotnie spotykałam ludzi, którym zaufałam a potem okazywało się, że ktoś wykorzystał mój potencjał do wzniesienia siebie. Ja ufna, łatwowierna i zaślepiona myślałam, że ludzi trzeba mierzyć swoją miarą. Teraz już wiem że to największa bzdura jakąkolwiek zrobiłam. Takiej jak ty nie ma. Intencje ludzi są różne a ty martw się o siebie a nie próbujesz uszczęśliwić cały świat i matkować wszystkim dookoła. Lubię ludzi mimo wszystko, nadal jestem blisko i chętna do działania, ale moja wiara jest już zachwiana. Mam ogromną nadzieję w sercu, że wrócą te czasy, gdzie ludzie się integrowali, wzajemnie sobie pomagali bez zazdrości i manipulacji, bez oczekiwań i bezinteresownie.
Dzieciństwo też nie wyglądało jak w królestwie baśni. Wiele by można było pisać i chcieć zmieniać, ale czy to jest potrzebne. Może musiało się wydarzyć tyle różnych sytuacji, które w głębi serca zapisały się jako rana, trauma do przepracowania. Szukając przyczyn swojego stanu, wracamy potem do tych chwil i właśnie spoglądając na daną sytuację z boku możemy poznać siebie. Spojrzeć ze zrozumieniem i ukochać te emocje, które wówczas powstały. Przepracowywanie traum z okresu dzieciństwa jest jak obieranie cebuli, zdejmujemy warstwa po warstwie, aż dojdziemy do rdzenia. Nie jest to łatwe, łzy lecą a w sercu pojawia się okropny żal. Pokochaj go w sobie, to on Cię ukształtował. Kiedy zaczynamy pracować nad sobą, wracając do siebie, jesteśmy zmuszeni do ruszenia tych zastałych emocji i wtedy one odradzają się a my musimy je przeżyć od nowa żeby umieć je nazwać.
Przeżyłam również żal do Boga, zachwianie mojej głębokiej wiary, zwątpienie w sens istnienia. Najpierw dostałam wszystko co najlepsze, zdrowie,męża, dzieci, dom, firmę, podróże a potem dostałam pstryczek w nos. Bóg chciał mi pokazać, że skoro wszystko mi dał to i wszystko może mi zabrać. Wówczas pojawiła się lawina porażek: trudności wychowawcze nastoletniej córki, poważna choroba męża a na dodatek rozpad firmy i długi finansowe. Czułam się wówczas jak bym stała na drodze pomiędzy dwoma górami, z których spada lawina. Byłam w tym wszystkim sama(tak mi się wtedy wydawało), zrozpaczona i bezradna. Miałam wrażenie, że moja droga się skończyła, że stoję nad przepaścią a życie dopinguje mnie do ostatniego skoku. W tej rozpaczy i bezradności poddałam się. Wykrzyczałam Bogu, że już nie mam siły, że niech robi co chce, że ja już nie mam planu co dalej, że wiem że przegrałam i że już się poddaję, że jak mnie zostawi i mi nie pomoże to ja już nie dam rady . Był to bolesny, okrutny czas i jak piszę o tym to brakuje mi powietrza a moja szyja stwardniała jak tynk na ścianie. To był właśnie ten moment – Przebudzenie – skierowanie się ku sobie a nie ku innym.
Kiedy się poddałam, to moje życie się odmieniło, tak jakby ktoś zaświecił lampkę w ciemnym pokoju,nad przepaścią ktoś zawiesił most po którym mogłam przejść, pojawiła się jakaś nuta nadziei. Powoli sprawy się układały same, mąż zaczął zdrowieć, spotkałam ludzi, którzy pomogli mi uratować córkę a sprawy firmowe rozwiązały się w taki sposób jakiego nigdy bym nie wymyśliła. Wystarczyło odpuścić i z zaufaniem poczekać na rozwiązania.
Dziś siedzę z komputerem na kolanach i piszę. Nigdy nie byłam dobra w pisaniu wypracowań a jednak czuję w sercu, że właśnie to mam robić. Czyżby Bóg miał na mnie jakiś plan, podał mi rękę i wprowadził mnie na ścieżkę, którą dla mnie przygotował. Samo przychodzi, napływa do głowy jak fala ciepła, czuję w swoim ciele potrzebę żeby usiąść i pisać, pomysły same się pojawiają i same realizują. Ja tylko jestem i reaguję na wezwania.
Każdy z nas ma jakieś przeżycia, które tworzą historię. Ona ma nas wybudzić, otworzyć oczy i nauczyć się brać to co dla nas przygotował STWÓRCA. Nie bądźmy tylko dawcami, czasami trzeba wziąć bez wyrzutów. Przecież jesteś CUD-em
Pomyśl trochę i spróbuj zapisać sytuacje, które w jakikolwiek sposób was skrzywdziły, poczuliście dyskomfort a zadra w sercu siedzi do dziś. Napisz swoją historię i postaraj się wypatrzeć w niej siebie, po co to się wydarzyło i czego chciało nauczyć. Zrób to bez oceniania i osądzania.





